Ostatni długi weekend sponsorowała literka K. K jak kołowrotek i krosna. K jak "kurcze, w końcu mi się udało odwiedzić niesamowitą pracownię Incarny". Sama przygoda z przędzeniem tak mnie wciągnęła, że do domu wróciłam z kołowrotkiem - a wszystko za sprawą Incarny właśnie, której facebookowy profil szczerze wszystkim polecam.
Po niecałym tygodniu pracy z kołowrotkiem widzę, że minie jeszcze sporo czasu, zanim dojdę do zadowalającego poziomu. Do tego czasu mogę sobie pod nosem podśpiewywać nieco zmienioną wersję moniuszkowej Prząśniczki:
W Bronowicach siedzi wkurzona dzieweczka,
rwie się jej i plącze wełniana niteczka.
Kręć się, kręć wrzeciono,
wić się tobie wić!
Choć i tak poplącze,
kot mi całą nić!
rwie się jej i plącze wełniana niteczka.
Kręć się, kręć wrzeciono,
wić się tobie wić!
Choć i tak poplącze,
kot mi całą nić!
Poniżej trochę zdjęć z weekendowego wypadu, podczas których udało mi się również odwiedzić niesamowitą Rodzinę Zielonych (jedną z Zielonych - Agnieszkę możecie znać z bloga Zacisze Samary). Jak zawsze było wspaniale, a do domu wróciłam obdarowana między innymi naręczem piwonii i lubczyku. Nic tylko ich odwiedzać!









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz