I niestety nie mam na myśli GoTowania (chociaż dzisiaj ostatni odcinek drugiego sezonu Gry o Tron), a kuchenne eksperymenty. Tym razem padło na planowane od jakiegoś czasu bułeczki z masłem ziołowym i nieplanowany ser. Ba! Ser z mleka od prawdziwej zakopiańskiej krowy (albo kozy - miastowe podniebienia komisji testującej nie podołały zadaniu rozróżnienia, w której butelce jest jakie mleko).
Jak niektórzy zapewne wiedzą, cierpliwość zajmuje u mnie zaszczytne wysokie miejsce, zaraz za gorącym uwielbieniem kminku i euforycznym podejściem do wczesnego wstawania. Także zamiast czekać, aż mleko się zsiądzie samo z siebie, trochę mu pomogłam sokiem z cytryny - w efekcie ser wyszedł nieco słodki, co akurat dla mnie jest zaletą. Następne podejście - ser podpuszczkowy, ahoj przygodo!
Co do planowanych bułeczek - ich wykonanie okazało się banalne, a skoro wyszły mi, to wyjdą każdemu. Wprawdzie nie obyło się bez drobnego incydentu, ale czym jest jeden bąbel od poparzenia, kiedy jest się Chodzącym Obszarem Katastrofy? Otóż jest sukcesem i zdecydowaną poprawą na polu bezpieczeństwa w kuchni. Przepis na bułeczki dostałam od niezawodnej AniK i niniejszym się nim dzielę.
Do ciast potrzebne będą:
- 2 czubate szklanki mąki pszennej (ok. 400 g),
- półtora łyżki stołowej cukru,
- pół łyżeczki soli,
- 1 łyżeczka drożdży suchych (4 g) lub 8 g drożdży świeżych,
- szklanka (250 ml) mleka,
- łyżka stołowa masła (roztopionego).
Do nadzienia:
- 2 łyżki masła,
- czosnek (ja dałam 3 ząbki),
- zioła (według uznania - ja użyłam mieszanki prowansalskiej).
Plus jeszcze roztrzepane jajko do posmarowania bułeczek.
Z podanych składników zagniatamy ciasto i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok 1,5h do wyrośnięcia. Następnie ciasto dzielimy i formujemy z niego niezbyt duże kulki (bułeczki jeszcze trochę w piekarniku urosną). Kulki nieco spłaszczamy i nacinamy na krzyż, smarujemy jajkiem i nadziewamy masłem utartym z czosnkiem i ziołami. Następnie wkładamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez ok. 15-20 minut - aż się zarumienią. Nie muszę chyba dodawać, że najlepiej smakują na ciepło :)