Trwając przy solidnym postanowieniu zostania Wystarczająco Dobrą Panią Domu, z zapałem trenuję nabytą niedawno umiejętność szydełkowania. Technika dobra na początek, bo przywodzi na myśl tkackie zdolności Penelopy. W związku z tym zaopatrzyłam się w różnokolorowe włóczki i kiedy tylko mam wolną chwilę, zabieram się do pracy, póki mój słomiany zapał jeszcze się pali. Co więcej - śladem Penelopy zdarza mi się pruć owoc godzinnego dziergania, niestety (albo na szczęście) przyświeca mi inny motyw. Wzoru, który widnieje na poniższych zdjęciach, nauczyła mnie Mama podczas zdecydowanie zbyt krótkiej wizyty w Krakowie.
Wszystkie róże zaopatrzyłam w zapięcie broszkowe i doskonale sprawdzają się, jako dodatek do żakietu, płaszcza czy szalika.
A teraz czas na przedstawienie mojego pomocnika, który zapałał miłością ogromną do szydełkowania, a w szczególności do licznych motków włóczki, które w związku z tym pojawiły się w domu. Oto Dedukcja – mistrzyni konstruowania skomplikowanych sieci za pomocą metody „kłębek w zęby i obwijamy w szalonym pędzie wszystko, co stanie nam na drodze”.