W związku z tym, że koty są na wakacjach u Rodziców, mogę sobie pozwolić na większą swobodę twórczą w kwestii filcowania. I tak salon, ku zgryzocie Męża, zaścielony jest motkami czesanki oraz na wpół skończonymi projektami. Oczywiście wspomniana swoboda nie wpływa na to, że mimo wszysto brakuje mi Dedukcji i Małej i już wypatruję dnia, kiedy skończymy około weekendowe wojaże i przywiozę koty z powrotem.
Korzystając z okazji, chciałabym przyłączyć się do apelu, który co jakiś czas pojawia się w mediach – chodzi o akcję Nie kupuj, adoptuj. Jeśli myślicie o tym, żeby zaopiekować się psem lub kotem, to rozważcie proszę przygarnięcie go ze schroniska lub skontaktujcie się z jedną z fundacji, która zajmuje się szukaniem domów dla bezdomnych zwierząt. Jeśli jednak nie macie warunków, aby wziąć do siebie zwierzaka, pamiętajcie proszę, że jest wiele sposobów na to, by poprawić ich los – od wolontariatu, przez wsparcie finansowe, po reagowanie, kiedy widzimy, że dzieje się coś niedobrego. Ostatnia fala upałów dała się wszystkim mocno we znaki – kiedy jest taka możliwość, warto zostawiać dla bezdomnych zwierząt miski z wodą. Reagujmy też, kiedy widzimy zamkniętego w samochodzie psa – rozgrzane auto błyskawicznie zamienia się w piekarnik, a zwierzę zostawione w środku po prostu cierpi.
Starszą kotkę, czyli Dedukcję, przygarnęliśmy z fundacji Zwierzęta Krakowa –regularnie pojawiają się ze swoimi podopiecznymi w Centrum Handlowym M1 (Kraków, Al. Pokoju 67) przed sklepem zoologicznym NATURA. Można z fundacji przygarnąć zarówno kociaki, jak i dorosłe koty – wszelkiej maści i koloru.
Młodszą kotkę – Małą, która miała być Destrukcją, ale jakoś nikt o tym nie pamięta – znaleźliśmy na naszym nowym osiedlu. Było to miesiąc przed planowaną przeprowadzką, zaraz po odebraniu kluczy. Z zadowoleniem rozglądaliśmy się po okolicy, podziwiając pięknie urządzone ogródki i balkony sąsiadów, kiedy naszą uwagę przykuły dwa małe kotki. Na pierwszy rzut wyglądały uroczo, szczególnie ten mniejszy, który wyraźnie prowadzony przez kolegę, nieporadnie próbował wspiąć się na krawężnik, a następnie na balkon, na którym stała miska z wodą. Kiedy podeszliśmy bliżej, okazało się, że ten większy wygląda na zdrowego i odkarmionego, natomiast ten mniejszy to obraz nędzy i rozpaczy.
Przede wszystkim nic nie widział, bo oczy miał pokryte warstwą ropy. Można było mu policzyć wszystkie kosteczki, a utrzymanie równowagi skutecznie utrudniał mu bardzo wzdęty brzuch. Decyzja zapadła błyskawicznie - P. złapał malca i ruszyliśmy w poszukiwaniu całodobowej przychodni weterynaryjnej.
U weterynarza Mały okazał się Małą - nieco ponad miesięczną kotką. Według lekarza nie przeżyłaby kolejnych 3 dni, gdyby nie nasza interwencja. Koci katar, robaki, niedożywienie i odwodnienie - to wszystko składało się na jej kiepski stan. Po odczyszczeniu oczu i zaaplikowaniu serii zastrzyków, które zniosła ze stoickim spokojem, zabraliśmy znajdkę do domu (ku wielkiemu niezadowoleniu Dedukcji). Otoczona opieką i karmiona regularnie Mała powoli dochodziła do siebie. Pierwsze dni praktycznie przespała, ale jak tylko nabrała sil, by swobodnie się poruszać, momentalnie zaczęła korzystać z kuwety.
Dzisiaj Mała jest bardzo wesołą kotką i patrząc na nią ciężko uwierzyć, że kiedyś była w tak kiepskim stanie. Jest prawdziwą przylepą, lubi mieć domowników w zasięgu wzroku, a z Dedukcją żyją w całkiem niezłej komitywie. I codziennie odpłaca nam bezwarunkową miłością za to, że ją przygarnęliśmy.