wtorek, 21 kwietnia 2015

Wookie, we're home (sweet home)

- Co sądzisz o tym projekcie? - zapytałam męża w przerwie między Big Bang Theory a Modern Family.
- No spoko, ale to chyba trochę niegrzeczne dawać komuś taki prezent. Sugerujesz, że ich dom to okropne miejsce.
- Ale Kasia, jako fanka Gwiezdnych Wojen, zrozumie nawiązanie i doceni żart!
- Raczej zrozumie aluzję i jeśli nigdy już nie zagramy razem w planszówki, to będzie wyłącznie Twoja wina. 
Kurtyna





Kiedy kila lat temu trafiłam w odmętach Internetu na pikselową wersję postaci z Gwiezdnych Wojen stworzoną przez Andy’ego Rasha, od razu pomyślałam, że doskonale by się sprawdziła jako wzór haftu krzyżykowego. Wprawdzie doświadczenie z tą techniką miałam zerowe, ale od czego jest zapał i determinacja? Otóż w moim przypadku od tego, żeby wygasnąć po zakupieniu tamborka i kanwy, ot co. Jednak nic w przyrodzie nie ginie. Ostatnio nadarzyła się idealna okazja, aby do projektu wrócić – urodziny znajomego starwarsowego uberfana.

Zakasałam rękawy i zabrałam się za przygotowanie projektu –oczywiście w sposób profesjonalny. W Excelu. To przypomniało mi pierwszy tydzień pracy w biurze, kiedy nie miałam zupełni nic do roboty, więc właśnie w Excelu tworzyłam sceny z Mario. Ale do rzeczy. Po przygotowaniu projektu przyszedł czas na czynność właściwą, czyli haftowanie. Bułka z masłem, bo co może być trudnego we wbijaniu igły w niezbyt gęsta kanwę? I to nie jest pytanie retoryczne, ponieważ odpowiedzią jest liczenie. Tak, liczenie. A kto nie potrafi dobrze liczyć, ten pruje. Płacze i pruje. Bo nie ma nic bardziej wzruszającego, niż zorientowanie się po godzinie haftowania, że połowa wzoru przesunięta jest o dwa rzędy.

Ale oto cud - udało mi się skonczyć w terminie i bez strat w ludziach! I chociaż nawet jestem zadowolona z efektu (kto by tam zwracał uwagę na prześwitujące spod kanwy fragmenty muliny), to nieprędko sięgnę znowu po tamborek, bo cierpliwości ci u nas deficyt. No i tyle innych technik do wypróbowania!


Wszystkie zdjęcia w tym poście zostały wykonane przez Matkę z Ohany.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz