czwartek, 16 stycznia 2014

Wy nie wiecie, a ja wiem, jak rozmawiać trzeba z psem




Kiedy dostałam maila od Joasi, którą poznałam na Dymarkach Świętokrzyskich, wiedziałam, że priorytetowym zadaniem prze świętami będą dwa szczeniaczki, o których jej chłopcy wspominali jeszcze w sierpniu. Wytyczne były proste - pieski mają się mieścić w dłoni, jeden ma spać zwinięty w kłębek i mieć sierść w jednym kolorze, a drugi stojący ma mieć łaty. Dla ułatwienia dostałam również zdjęcia-inspiracje.


Niestety nie miałam wełny w odpowiednim kolorze, a przed świętami poczta lubi płatać psikusy, więc nie tracąc czasu na zamawianie, zabrałam się za eksperymenty z farbowaniem. Jak dobrze mieć pod ręką spory zapas białej czesanki! I tak w ruch poszły moje ulubione łupiny z cebuli oraz po raz pierwszy kawa – na szczęście farbowanie przebiegło bez niespodzianek a finalny efekt był więcej niż zadowalający.
Pieski zostały już szczęśliwie zaadoptowane przez nowych właścicieli, mogę więc podzielić się ich zdjęciami bez obawy, że zepsuję niespodziankę.




Stojący piesek ufilcowany jest na drucianym stelażu, dzięki czemu można mu zmieniać ustawienie. W trakcie pracy drucik ten jednak trochę przeszkadzał i cały czas miałam przed oczami, jak łamię wszystkie swoje igły. Szczęśliwie jednak dotrwały w całości do końca prac, czego nie mogę niestety napisać o swoich palcach. A wszystko przez koty, które z uporem maniaka próbowały porwać moją robótkę i niespodziewanie wskakiwały to na moje kolana, to na głowę :)





3 komentarze: