W zeszłą sobotę znalazłam trochę czasu na filcowanie i tak oto powstały poniższe sówki. Mają około 5 cm wysokości i są zaopatrzone w broszkowe zapięcie.
Po ich skończeniu przypomniała mi się pewna scena z filmu Asterix na olimpiadzie (ta z Brutusem i formacją żółw) i wyszło, że ma być sowa taka jak w przyrodzie. Tak oto powstała sówka płomykówka. Płomykówka, jak w dziób strzelił - że pozwolę sobie zacytować znajomego ornitologa :)
Witaj w blogowym świecie, sówki są fantastyczne, kiedy mi będą takie ładne wychodzić
OdpowiedzUsuńPatrząc na Twoje prace śmiem twierdzić, że idzie Ci doskonale. I to nie tylko na filcowym polu :) A tak na marginesie, to z pierwszymi dniami marca poleci (w końcu!) do Ciebie filcowy miś w kolorze lawendy. Przepraszam za ten olbrzymi poślizg :)
OdpowiedzUsuńSówki są super a ja nawet rozpoznałam modela na którym są przypięte.Gratulacje dla Dedukcji całkiem dobrze jej idzie praca nad polepszeniem wyglądu sowy.Pozdrawiam mama.
OdpowiedzUsuńA na żywo wyglądają jeszcze lepiej :)
OdpowiedzUsuńŚliczności!!!
OdpowiedzUsuń