piątek, 10 maja 2013

Ptaszarnia

Długi majowy weekend pozwolił na chwilę zabawy z wełną - w efekcie powstała broszka w formie sowy płomykówki. Muszę przyznać, że jest to bardzo wdzięczny temat do pracy i za sowy zawsze zabieram się z przyjemnością.



   


Idąc za ciosem, udało mi się zrewitalizować drugą rzecz, jaką w swoim życiu ufilcowałam igłami (około 3 lat temu). Wielkiej niespodzianki nie będzie, jeśli napiszę, że była to sowa. Sowa miała służyć jako brelok, niestety karabińczyk się zepsuł i poszła w odstawkę. Długie miesiące przeleżała schowana głęboko w szufladzie i tylko prośby mojego chłopaka (który w międzyczasie zmienił status na Narzeczonego, a w końcu Męża) o naprawę tejże przypominały o jej istnieniu. W końcu się zmobilizowałam i przy okazji zmiany zawieszki zafundowałam sowie mały tuning. Poniżej można zobaczyć zdjęcia sówki sprzed 3 lat (jedyne jakie mam, w dodatku robione telefonem starszej generacji) oraz te aktualne.



A na koniec mały bonus, moja wspaniała asystentka. Bardzo drobiazgowa - jak widać na poniższym zdjęciu, stara się bardzo precyzyjnie ustawić obiekt fotografowania, przy okazji jak najmniej wchodząc w kadr ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz