Na początek stanęło na filcowych grzechotkach – jedna testowa forma w dwóch wariacjach. Po kilku godzinach pracy igłami (na szczęście żadnej nie złamałam, bo wyjęcie z filcu ułamanego końca nie należy do najłatwiejszych) powstał Pan Miś i Pan Zając. W środku ukryłam plastikowe pojemniczki wypełnione drobnymi kamykami. Pan Miś, jak na prawdziwego niedźwiedzia przystało, grzechocze głośno i wyraźnie. Pan Zając natomiast grzechocze delikatnie, żeby nie napisać cicho. Na przyszłość mam nauczkę, żeby rozważniej dopierać wielkość i kształt pojemnika – w tym wypadku plastikowa fiolka nie wytrzymała starcia z grubą wyciszającą warstwą wełny.
czwartek, 7 marca 2013
Proszę państwa, oto miś
W związku z dużym wysypem maluchów wśród
moich znajomych postanowiłam zabrać się za zabawki dla najmłodszych. Zdecydowanym plusem wykonywania ich
własnoręcznie jest to, że można odpowiednio dobrać materiał bezpieczny dla
dziecka. Dodatkowo ma się pewność, że nie sprezentuje się maluchowi czegoś, co
dostał już od kogoś innego.
Na początek stanęło na filcowych grzechotkach – jedna testowa forma w dwóch wariacjach. Po kilku godzinach pracy igłami (na szczęście żadnej nie złamałam, bo wyjęcie z filcu ułamanego końca nie należy do najłatwiejszych) powstał Pan Miś i Pan Zając. W środku ukryłam plastikowe pojemniczki wypełnione drobnymi kamykami. Pan Miś, jak na prawdziwego niedźwiedzia przystało, grzechocze głośno i wyraźnie. Pan Zając natomiast grzechocze delikatnie, żeby nie napisać cicho. Na przyszłość mam nauczkę, żeby rozważniej dopierać wielkość i kształt pojemnika – w tym wypadku plastikowa fiolka nie wytrzymała starcia z grubą wyciszającą warstwą wełny.
Na początek stanęło na filcowych grzechotkach – jedna testowa forma w dwóch wariacjach. Po kilku godzinach pracy igłami (na szczęście żadnej nie złamałam, bo wyjęcie z filcu ułamanego końca nie należy do najłatwiejszych) powstał Pan Miś i Pan Zając. W środku ukryłam plastikowe pojemniczki wypełnione drobnymi kamykami. Pan Miś, jak na prawdziwego niedźwiedzia przystało, grzechocze głośno i wyraźnie. Pan Zając natomiast grzechocze delikatnie, żeby nie napisać cicho. Na przyszłość mam nauczkę, żeby rozważniej dopierać wielkość i kształt pojemnika – w tym wypadku plastikowa fiolka nie wytrzymała starcia z grubą wyciszającą warstwą wełny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Fantastyczne, już zamawiam taką na październik ;)a co do grzechoczacego pojemnika proponuję ten z jajek niespodzianek. Mogę ci uzbierać na sierpień :)
OdpowiedzUsuńDzięki - chętnie przyjmę :) A co do października, to rozumiem, że mogę gratulować! :D W takim razie na sierpień muszę przygotować całą wyprawkę :)
OdpowiedzUsuńWdzięczne!
OdpowiedzUsuńDo grzechotek świetnie się nadają(poza jajkami-niespodziankami) kulki po butach szpitalnych,plastikowe "buteleczki " po lekach,duże fiolki po "pluszszszach" i małe pojemniki po napojach.Nadeślemy.
OdpowiedzUsuńCałuski od Zielonych
Ka-pi-tal-ne! :D
OdpowiedzUsuń